anna@prezentello.pl

O mnie

Anna Zając

Straciłam rachubę jaki to był dzień tygodnia. Jak Kopciuszek, dobiegłam do taksówki chwilę po północy. Na szczęście zimowe buty jest ciężko zgubić biegnąc do karocy. „Woźnica” spał. Spał tak twardym snem, że gdy go obudziłam pukaniem w szybę i zapytałam czy podrzuci mnie w moje okolice, odpowiedział: – Jasne! A gdzie my teraz jesteśmy? Chwilę zastanawiałam się czy aby na pewno dotrę do mojego cichego i spokojnego królestwa… Nie miałam wyjścia. Innego „woźnicy” nie było…

Tak wyglądało moje życie za czasów pracy jako architekt. Po elitarnych studiach został słodko – gorzki smak pracy. Słodki, bo to co robiłam wciąż dawało mi satysfakcję. Gorzki, bo co miesiąc słyszałam: „no masz… znowu po kasę przyszła i jeszcze za nadgodziny chce”. Żeby ta „kasa” była jeszcze jakaś „elitarna” jak studia… ehh. Tak wiem, wiem… na moje miejsce było zawsze wielu chętnych więc kreśliłam wielkie budynki i szpitale. Może chociaż kogoś w nich wyleczą porządnie. Moich ran po tamtym czasie chyba już nic nie zagoi do końca. Strata, która jest najgorszą stratą w życiu kobiety, a do tego słowa jakie usłyszałam od szefów na pożegnanie podcięły mi skutecznie skrzydła na długi czas.

W jednym przyznam im rację: – Jeszcze nam za to Aniu podziękujesz…

I tak zostałam Architektką Serc. Przeszłam od architektury do fabryki małych radości…

Zdobywając swój himalajski pięciotysięcznik postanowiłam zmienić coś w swoim życiu. Wydałam książkę sensacyjną o dzielnicy mojego dzieciństwa „Atlantyda pod Krakowem”, potem poradnik „Trafiony prezent”, którego fragmenty zamieszczam na blogu, pisałam też wiele

personalizowanych bajek dla dzieci…

Przez ostatnie siedem lat próbowałam wielu rzeczy ale tak na prawdę to dzięki moim dwóm córeczkom, miałam okazję poznać samą siebie sięgając swoich dobrych i złych granic. Zaczęłam od łez…

Gdy moja starsza córeczka miała kilka miesięcy, płakałam razem z nią. Obejrzałam krótki film moich znajomych jak śmieją się z własnym dzieckiem, jak leży ono na kocyku i obserwuje z uśmiechem tańczące światło między drzewami, a jego tata podchodzi z aparatem coraz bliżej by pokazać coraz więcej pięknych i subtelnych szczegółów. Popatrzyłam na swoje ostatnie parę miesięcy wstecz i gorzko zapłakałam – przecież ja nie mam tylu pięknych chwil. Mam w ogóle jakieś? Córeczka była jak miś koala – nie schodziła mi z rąk i ciągle płakała. W nocy, w dzień… Czułam się jak w więzieniu i zastanawiałam się czy świat tak bardzo mnie oszukał, że przebywanie z dzieckiem to sama radość… czy ja jestem jakaś nienormalna.

Siadłam pierwszy raz do filmów i zdjęć, które zrobiliśmy z mężem naszej nowej powiększonej rodzinie i minuta po minucie oglądałam próbując znaleźć coś pięknego. I znalazłam. SAM ZOBACZ  Tu uśmiech, tam coś wesołego… nawet całkiem sporo tego było. Postanowiłam, że od tamtej pory co kilka miesięcy będę siadać do starych filmów i zdjęć i zamiast wywoływać te drugie i zapełniać nimi albumy, a potem półki, stworzę krótkie i wesołe klipy filmowe. Udało mi się ogarnąć nawet swoją „szufladę” TUTAJ Zapytacie czy je oglądamy? Oj tak… gdy mamy dzień pod tytułem „czarna du..a”. Gdy wszystko idzie nie tak, każdy z nas ma zły humor i padamy ze zmęczenia na kanapę przed TV, wtedy czasem zanurzamy się w naszej przeszłości – widzimy, że zawsze jest coś dobrego, jakaś kotwica, o którą można zahaczyć choć na chwilę myśli. I że jutro będzie lepiej…

To co nam się przytrafia nie powinno nas zmieniać. Zaś sposób w jaki do tego podejdziemy, jak to opiszemy, opowiemy, zapamiętamy jest kluczowy i wyryje się w naszej pamięci i w pamięci bliskich i tych, którzy przyjdą po nas.

Zaczęłam od swojej „szuflady”… I dzięki temu moje skrzydła rosły w siłę. Przyszedł jednak taki dzień, w którym sięgnęły ziemi tak bardzo, że pozostało mi już tylko na nich latać. Wyobraź sobie: początek wesela, Para Młoda oraz goście oglądają prezentację przygotowaną przeze mnie z fotografii i filmów z przeszłości Młodych. Ja stoję po stronie ekranu i widzę wszystkich. Wybuchy śmiechu, wzruszenie i zaskoczenie na ich twarzach. Raz po raz przeszywa mnie dreszcz i czuję euforię myśląc: dobra robota Zając! Gdy obraz z rzutnika pozostaje w bezruchu, Młodzi podbiegają do mnie i dziękują ze łzami w oczach, drżącym nosem i brodą. Po chwili Pani Młoda odchodzi i wyciera obrusem oczy, by nie rozmazać się jeszcze bardziej.

Pomyślałam w tamtej chwili – to jest to, co chcę wywoływać w ludziach. EMOCJE, tak silne, że wycisną łzy RADOŚCI. I tym sposobem zaczęłam zaglądać też do „szuflad” ze starymi zdjęciami członkom rodziny, a potem obcym, choć na chwilę bliskim mi ludziom. Z całej Polski wędrują do mnie paczki ze starymi albumami lub drogą internetową zdjęcia cyfrowe. Czasem są to zlecenia „na wczoraj”, a czasem mogę je dopieścić kilka dni lub tygodni.

Tym sposobem dobrą wróżką, która mnie przemieniła była moja kreatywność. Moją magiczną różdżką stały się SŁOWA i KADRY FILMOWE. Za ich pomocą pokazuję innym ich PIĘKNO.

Przyznam, że ciężko jest przekuć swoją pasję we własną działalność. Ale… tak to już jest, że gdzie widzę inspirację i potencjał, tam właśnie idę. Jest szczyt – trzeba go zdobyć, jest zadanie – trzeba je rozwiązać. Byle efekt dawał mi satysfakcję, czyli uśmiech lub łzy szczęścia klienta.

Jak Kopciuszek, robię swoje najlepiej jak potrafię, reszta wydarza się sama. To nic, że trochę nie pasuję na Cinderellę, bo nie maluję paznokci, bo w szpilkach i w rajtkach mi niewygodnie, bo w planach mam kupienie deskorolki, by czuć wiatr we włosach jak za dawnych lat. Lubię taką siebie. A pięknego Kopciuszka mam w środku… Mój książę o nim wie.

Tego księcia to też wyjątkowo dostałam od losu bez większego wysiłku. Był spełnieniem mojego jedynego życzenia wypowiadanego wciąż przy zdmuchiwaniu świeczek z urodzinowych tortów i przy wszystkich spadających gwiazdach: „żebym tylko miała dobrego męża”. I jest… wspierający, cierpliwy, pogodny, z tej samej gliny.

JEŚLI MASZ BOHATERA DO WYJĄTKOWEGO KLIPU FILMOWEGO (przykłady znajdziesz  na moim kanale Vimeo , na kanale YouTube i na filmowaniu na FB ) LUB CHCESZ POCZĘSTOWAĆ SIĘ INSPIRACJAMI NA PREZENTY LUB KONKRETNYMI PODARUNKAMI – ZAPRASZAM na stronę główną , lub  na blog i FB prezentello.

Każdy prezent jaki wybierzesz wymaga ode mnie poznania Ciebie, lub osoby, którą chcesz obdarować, dlatego proszę o kontakt e-mailowy: anna@prezentello.pl lub telefoniczny: 508 393 207.

Na wykonanie niektórych prezentów potrzebuję trochę więcej czasu. Proszę, mniej to na uwadze.

Dawanie innym prezentów to niesamowita frajda!

Pozdrawiam ciepło

Anna Zając

Comments are closed.